1 komentarz

Po co komu kryzys?

Fot. na lic. CC BY 2.0/Flickr/Mike Poresky

Fot. na lic. CC BY 2.0/Flickr/Mike Poresky

Kryzys – komu się opłaca? To powinno by podstawowe pytanie, zadawane przez każdego, kto usiłuje zaradzić jego skutkom. Wszyscy przecież wiemy, że dziurawego wiadra nie zapełnią kolejne miliardowe dolewki. Czy raczej – przelewanie z pustego w próżne, na którym zarabiają… No właśnie, kto?

Nieważne kto trzyma wiaderko – Obama, Merkel, Sarkozy, czy Cameron – wszystkich wmienionych w leadzie przywódców łączy jedna cecha – nie mają pojęcia o ekonomii, więcej, otaczają się dyletantami niewiele mniejszymi, niż oni sami. Przykład z rodzimego poletka? Pupilek Prezesa Rady Ministrów, Jacek Vincent Rostowski.

Nasz ulubiony minister ukończył London School of Economics, jedną z tych szkół, ktre wyznają jako podstawową zasadę walki z kryzysem regułę „Nie działa? Więcej tego samego!” – czyli walczy z efektami interwencji w wolny rynek… większym interwencjonizmem. Jak zresztą traktować poważnie to, co pan Rostowski ma do powiedzenia, w świetle obecnego losu naszej współwyspy pełnej zieleni – czyli Grecji, która dzielnie nurzała się w zieloność jeszcze do końca IV kwartału 2008 roku, tylko żeby cała Europa musiała się teraz na nich zrzucać?

Cała nadzieja w tym, że pan minister przestraszy się swojego własnego gadania o wojnie i wyekspediuje się samodzielnie do Stanów – dzięki, o ironio, zielonej karcie.

Wracając do głównego wątku – kto zyskuje na walce z kryzysem? Może Obama? Nie, przecież jego kolejne plany ratowania amerykańskiej gospodarki nie sprawdzają się, a podczas kolejnych wyborów może nie pomóc nawet osiągnięcie w postaci zabitego Bin Ladena (którego zwłok nikt zresztą nie widział).

Może w takim razie Merkel? Przecież Niemcy są głównym krajem decyzyjnym w całej UE. Wraz z Francją to oni decydują właśnie, czy nie stworzyć europejskiego rządu, który ma być organem decydującym w sprawach strefy euro. Istotnie Merkel i Sarkozy mogą teraz poczuć się jako rozgrywający w ważnej sprawie i „rozwiązujący” prawdziwe problemy. Sęk w tym, że niekoniecznie – po prawdzie mogą oni co najwyżej się pokusić na przyszłościowe zyski (jak Gerhard Shroeder w zarządzie rurociągu północnego), ale Niemcy już teraz zaczynają być zirytowani tą ogólnonarodową zrzutką na „bratni naród”.

W tej chwili najwięksi zwycięzcy to banki, ratowane planami „solidarnościowymi” z sygnaturą UE. Grecja otrzymuje w ramach owych planów wsparcie, za które tak naprawdę ma wykupić swój dług w niemieckich i francuskich bankach. Innymi słowy – Unia spłaca długi zaciągnięte przez grecki rząd w niemieckich i francuskich bankach… między innymi za pieniądze Niemców i Francuzów!

Wspomniane banki są zresztą posiadaczami toksycznych derywatów made in USA, dodatkowo komplikując obraz tej układanki stworzonej z dłużnych łańcuchów. Stany zjednoczone rozpropagowały zresztą instrumenty finansowe, które wyszły z systemów bankowych, co poskutkowało oddzieleniem kredytobiorców od kredytodawców. Jak? Zapraszam do lektury (CDO/CDS → Google), lub filmu „Inside Job”:

W praktyce oznaczało to mniej więcej tyle: banki nie dbają już o to, by kredyty były spłacane. Gdyby nie bailouty, sytuacja wyglądałaby tak – banki rozdają zbyt dużo kredytów obarczonym wysokim ryzykiem (sub-prime), np. najbiedniejszym i dzięki derywatom ubezpieczyły się na wypadek niespłacania tych pożyczek. Skutkiem było to, że w nagrodę za „dobre wyniki” CEO banków dostali ogromne premie. Kiedy jednak przyszło do spłaty długow – przestało być tak różowo. Banki nie dostają pieniędzy, tracą płynność i bankrutują. Rządowe „pakiety ratunkowe” wywróciły jednak ten scenariusz do góry nogami.

Co więc w tym złego, że nie bankrutują? Na pierwszy rzut oka to dobrze – bankowe bankructwo to nieszczęście, ludzie tracą swoje oszczędności. Jednak upadek takiej instytucji oczyszcza rynek, bo złe banki odpadają i zostają zastąpione przez lepsze. Jednak nie w obecnym systemie – tu niegospodarność wręcz się premiuje!

W naszej „bajce” rząd Stanów Zjednoczonych zabrał pieniądze podatnikom, aby wykupić długi banków, które same na siebie sprowadziły problem. Merkel i Sarkozy starają się teraz zrobić to samo pomagając Grecji. Ot, inżynieria finansowa, Panie i Panowie:

Dziesiątki milionów ludzi straciło pracę, oszczędności i łącznie nie miliardy, a setki bilionów dolarów. Ludzie wychodzą na ulice w Meksyku, Argentynie, niedawno w Grecji. A to nie koniec – jest jeszcze Hiszpania, Portugalia, Włochy… Te liczby mają czasem więcej niż dwanaście zer, a przed tymi zerami trzy zapełnione miejsca.

Wszystkie te pieniądze nie wsiąkły przecież w jakieś bajoro; kto więc zarobił na kryzysie? Larry Summers. Alan Greenspan. Phil Gramm. Richard Fuld. Henry Paulson. Joseph Cassano. Zyski jednostek sięgały 500 milionów dolarów.

Jak Twoje ciśnienie, Szanowny Czytelniku? Jeśli jeszcze w normie, to zapraszam do googlowania… warto jednak łyknąć coś na uspokojenie. Dla własnego dobra.

Pandora

Reklamy

One comment on “Po co komu kryzys?

  1. You enter fact a excellent web marketer. The internet site filling speed is definitely remarkable. It sort of feels that you are executing just about any one of a kind trick. In addition, The subject matter are usually work of art. you’ve done a magnificent action during this issue!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: