Dodaj komentarz

Po owocach ich poznacie

Sejm RP (Fot. na lic. CC BY-ND 2.0/Flickr/Ministerstwo Spraw Zagranicznych)

Sejm RP (Fot. na lic. CC BY-ND 2.0/Flickr/Ministerstwo Spraw Zagranicznych)

Po wyborach skończył się czas mydlenia oczu, spotkań ze zwykłymi ludźmi, podróży po Polsce i „szybkich” ustaw. Do Sejmu znów weszła mieszanka ze znanego nam już Sojuszu Platformy Sprawiedliwości Ludowej, a także – dość niespodziewanie – Ruchu Poparcia Palikota z nowymi ludźmi i nadziejami na przyszłość. Przyszłość, która podejrzanie przypomina przeszłość.

“Palikociarze” efektownie zaznaczyli swoje entre, bo kadencję rozpoczęli wojną o krzyż. Tutaj rodzi się pytanie: czy w dobie kryzysu właśnie tego oczekują Polacy? Bezsensownego starcia o symbol religijny? A może woleliby gotowe rozwiązania gospodarcze, z którymi partie rzekomo wchodziły do polskiego parlamentu?

Niestety na tej uporczywej walce, której kibicuje zawzięcie medialna banda, skorzystają rządzący, zadowoleni z marginalizowania tematów naprawdę istotnych. Dwie główne strony sporu, czyli zapewne PiS i RPP, umocnią swe elektoraty, media dostaną „zapchajdziurę” do ramówki, bardziej atrakcyjną niż reportaż na temat pana Ziutka z Berdyczowa, który potrafi wypić butelkę Chateau Yabol (rocznik bieżący) w trzynaście sekund.

W tej atmosferze wzajemnego obszczekiwania łatwo jest przeoczyć (a może świadomie zignorować?) wypowiedzi członków Centrum im. Adama Smitha, którzy podają gotowe recepty na uniknięcie kryzysu w Polsce. Gdyby nie to, może wyborcy zmusiliby Ministerstwo Finansów do, O ZGROZO, współpracy z prawdziwymi fachowcami! A przecież nie chcielibyśmy, aby premier Tusk i minister Vincent-Rostowski musieli przeprowadzić… reformy gospodarcze. Tfu tfu, na psa urok, odpukać w niemalowane.

Nie jest prawdą, że w kryzysie, którego skali i skutków nikt nie zna, możemy sobie pozwolić na zbyt kosztowne reformy, które przyniosą oszczędności w odległej przyszłości.

Donald Tusk w powyborczym wywiadzie dla Wirtualnej Polski

Premier zresztą jest w pełni świadomy niekompetencji swoich współpracowników. Gdyby było inaczej, powyborczego „rozdawnictwa” nie zacząłby od rekomendowania Ewy Kopacz na stanowisko Marszałka Sejmu. Dzięki temu zagraniu przewodniczący PO upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Ukarał słabą minister, jednak bez pozbywania się jej z eksponowanych stanowisk, nagradzając jej lojalność – jednocześnie „skarcił” Grzegorza Schetynę za tworzenie wewnętrznej opozycji w PO.

Ciekawym posunięciem Tuska jest ostatnia rozmowa z Leszkiem Millerem, nowym przewodniczącym klubu parlamentarnego SLD. Czyżby ta rozmowa miała oznaczać chęć stworzenia mocnej koalicji PO-PSL-SLD, lub nawet PO-SLD? Ta ostatnia wydaje się zresztą mało prawdopodobna – ilość posłów mogłaby nie wystarczyć do przełamania ewentualnego weta, gdyby Komorowski zerwał się ze smyczy. Można też wziąć pod uwagę chęć pogrożenia paluszkiem ludowcom, że są też inni, którzy mogą ich zastąpić w roli potencjalnego koalicjanta, SLD może zresztą stać się nieoficjalnym koalicjantem „z doskoku”, w zamian za poparcie oficjalnej koalicji dla projektu ustaw takich, jak ta o związkach partnerskich, które mają w sposób nie budzący wątpliwości pokazać, że w Polsce istnieje jedna prawdziwa lewica – SLD.

Jeszcze nawet nie odbyło się pierwsze posiedzenie Parlamentu, więc na rozwianie wątpliwości trzeba poczekać do 8 listopada. Ile niejasności faktycznie zostanie wyjaśnione, a ile dopiero przybędzie? Nie wiadomo. Jeśli jest jednak cokolwiek pewnego, to że zdecydowanie będzie ciekawie.

Wolna Polska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: